W końcu wzięłam się za siebie i przy mroku zapadającym za oknem zrealizowałam swoje postanowienie - napisałam moją drugą z kolei recenzję na blogu, pierwszą nieco dłuższą, i jak mam nadzieję - bardziej przydatną. Mój wybór padł na "Pokonać Everest. Opowieść o sile charakteru i woli życia". Zapraszam do czytania :)
Bear Grylls znany jest
przede wszystkim widzom programu
survivalowego „Szkoła przetrwania” emitowanego na Discovery Channel. Książkę
pt.: „The kid who climbed Everest” opublikował
w roku 2001, a w Polsce ukazała się ona dopiero w tym roku pod tytułem
„Pokonać Everest. Opowieść o sile charakteru i woli życia”, który znacznie
mniej przypadł mi do gustu z racji braku prostoty charakteryzującej oryginał
(dosłownie: „Dzieciak, który wspiął się na Everest”). Brytyjczyk jest także autorem serii poradników
survivalowych oraz edycji „Misja: przetrwanie”,
która jak dotąd liczy sobie 4 tomy, cieszące się niesłabnącym
zainteresowaniem nawet takich
mieszczuchów jak ja…
Tematem przewodnim tomu, jak można się
domyślić jest wspinaczka na Mount Everest – dach świata. A któż by się do niej
lepiej nadawał niż Bear Grylls?
Książkę stanowią spisane i poukładane
przeżycia podróżnika, który tłumaczy nam
między innymi, jak doszło do jego
spotkania z górą. To akurat mogę, a nawet powinnam wyjawić , gdyż kogo jak
kogo, ale życiorys Bear’a Grylls’a na pewno nie należy do zwyczajnych.
Edward Michael Grylls, nie skończywszy
nawet kilku pierwszych miesięcy swojego
życia i, jak sam utrzymuje, w niczym nie zasłużywszy na takie miano,
otrzymał przydomek „Bear” – Niedźwiedź,
nadany mu przez starszą siostrę – Larę. Nazwa przylgnęła do niego na dobre, a narzekać
może tylko on sam. „Edward Grylls”? To raczej by się nie udało!
Urodził się w 1974r., na brytyjskiej
wyspie Wight. Jego ojcem jest Michael Grylls, polityk brytyjskiej Partii
Konserwatywnej, a matką Sarah Ford.
Wychował się w gospodarstwie (to akurat wydaje się oczywiste, gdy Bear, pogrążony
w tęsknocie za domem, przytacza perypetie swoich świń - Hiacynty i Wioli oraz kaczek Sama i Izabeli).
Edward(!) dzięki miesiącom żmudnych ćwiczeń dostał się do 21
Regimentu Rezerwy prestiżowej jednostki brytyjskich sił specjalnych Special Air
Service. Ze służby zrezygnował po wypadku spadochronowym, który miał miejsce w
1996 r. na kenijskiej pustyni, po 3 latach służby. To wydarzenie sprawiło, że
spojrzał inaczej na świat. Stanął na cienkiej granicy, jaka oddziela życie od
śmierci. W wyniku doznał złamania 2 kręgów i poważnego pęknięcia trzeciego. W
wojskowym ośrodku rehabilitacyjnym spędził 18 miesięcy. To, jak dalece wypadek
wpłynął na życie i decyzję Bear’a – pozostawiam Wam podczas lektury.
Przygodę z górami, Bear rozpoczął wcześnie: „Gdy byłem dzieckiem,
znój szkolnych dni osładzała mi myśl o tym, co czekało mnie po powrocie do
domu, o wspinaczce z ojcem po wapiennym klifach n wyspie Wight. Jeszcze dobrze
nie zamknąłem za sobą drzwi, a już zaczynałem, namawiać go na wyprawę na
urwiska” – pisze.
Kim jest Bear Grylls? Należałoby raczej napisać, kim osławiony brytyjski podróżnik, alpinista i
popularyzator sztuki przetrwania nie jest. Oprócz tego - instruktorem
skautowym, najmłodszym jak dotąd naczelnikiem brytyjskiej The Scout Associacion(został
nim 23 lipca 2009, w wieku 35 lat),ojcem trzech synów, mężem Shary. Ale
dogłębną, nieraz przemyconą między wierszami odpowiedź zawiera książka „Pokonać
Everest. Opowieść o sile charakteru i woli życia”. Warto się z nią zapoznać,
aby móc postawić sobie to samo pytanie, które Bear’a Grylls’a przywiodło aż do Nepalu.
Narrację prowadzi oczywiście
autor we własnej osobie. Grylls pisze
lekką prozą, barwnie opisuje otaczające go mroźne, surowe piękno, w jakim
przyszło mu przebywać ponad 3 miesiące i dowcipnie relacjonuje wydarzenia
i przygody, jakich w tym czasie doświadczył niemało. Zdarzenia przeplatają się ze wspomnieniami, które doskonale się uzupełniają i dają pełniejszy obraz – przeżyć himalaistów, ich celów i nadziei.
i przygody, jakich w tym czasie doświadczył niemało. Zdarzenia przeplatają się ze wspomnieniami, które doskonale się uzupełniają i dają pełniejszy obraz – przeżyć himalaistów, ich celów i nadziei.
Autor zaznajamia nas z
warunkami życia panującymi w Himalajach, koniecznością aklimatyzacji,
trudnościami, jakie na wysokości wyjściowej Bazy (5320 m n. p. m.) sprawiają
najprostsze codzienne czynności.
Przedstawia ludzi gór – Szerpów o wielkim duchu, alpinistów z całego świata,
których przyciąga magnetyzm Everestu. Ukazuje potęgę i bezwzględność gór –
żniwo, jakie śmierć rokrocznie tam zbiera.
Czytelnik może śledzić i przeżywać wszystkie
etapy wyprawy grupy Bear’a: od
morderczych treningów, poprzez przystosowanie do wysokości, kilkukrotne
osiąganiu kolejnych obozów, po
atakowanie szczytu. Z ciekawością czyta się także historie towarzyszy wspinacza
- Mick’a, Neil’a i wielu innych kobiet i
mężczyzn, którzy postawili przed sobą ten sam cel. Zagłębiając się w lekturę, powoli pojmujemy,
że porywanie się na najwyższy ośmiotysięcznik to rosyjska ruletka. Wszystko
zależy od tej odrobiny szczęścia – góra nie jest zawsze dostępna . Niemal przez
cały rok targają nią potężne wiatry, wiejące z prędkością nieraz kilkuset km/h,
które uniemożliwiają wspinaczkę.
W książce Bear Grylls
całkowicie się przed nami odsłania: nie ukrywa kłopotliwych, nieco przyziemnych
kwestii (tak, chodzi oczywiście o załatwianie swoich potrzeb w temperaturze
sięgającej kilkadziesiąt stopni poniżej zera!), a także wyjawia skąd czerpie
siłę i determinacji do realizacji swoich pragnień.
Niewątpliwie „Pokonać
Everest…” to książka, której jeszcze nie było. Człowiek, który za pierwszym
podejściem zdobył szczyt Ziemi, a na dodatek nie zamierza porywać się na inne
ośmiotysięczniki opisuje wciągającą historię, która w dodatku wydarzyła się
naprawdę! Życie samo pisze nam
scenariusz, chciałoby się powiedzieć.
Naprawdę - wiele można się dowiedzieć i przyswoić tę
wiedzę niemal nieświadomie! Co ważne, tom nie jest skierowany do fanów
wspinaczki wysokogórskiej, lecz do ludzi, którzy mają odwagę mieć marzenia. Zapewniam,
że mimo iż w góry wybieram się z najmilszą chęcią jedynie na narty, książkę
chciałam przełknąć za jednym razem, a jedynie brak czasu sprawił, że miałam
okazję delektować się nią nieco dłużej.
„Pokonać Everest…” opublikowało wydawnictwo „Pascal”, któremu możemy pogratulować dobrego wyboru
czcionki, dzięki czemu kartki przewraca się niepostrzeżenie, a lektura sprawia
przyjemność, czerpaną nie tylko z przeżywania wraz z Bear’em trudów wyprawy.
Ponadto złote myśli poniżej każdego
nagłówka rozdziału skłaniają do refleksji. Mnie osobiście zastanowiła
szczególnie jedna sentencja:
„Szczęście
i siła idą w parze. Mając szczęście, ma się siłę, by iść dalej. Mając siłę,
można czekać na szczęście.” - Mario Puzo
Zdziwiła mnie nieco rozbieżność dat
zdobycia szczytu przez Beara (22 lub 26 maj 1998 r.). Na oficjalnej stronie
Anglika była podana jeszcze inna: 16 maj, lecz tę pomyłkę można wydawcy
wybaczyć.
Ucieszył mnie fakt, że tom został
wzbogacony o umieszczone pośrodku ilustracje przedstawiające bohaterów wyprawy,
lodospad, który laikowi trudno byłoby sobie wyobrazić, oraz umiejscowienie obozów zastygłych na
zboczach Himalajów.

Osobiście jestem pod wrażeniem
Bear’ego Gryllsa. Nie myć się przez 3 miesiące? Takie poświęcenie dla marzenia
uważam za godne podziwu, chociaż zdecydowanie patrzę na to z innej perspektywy.
Załatwienie sobie sponsorów, które ekipie himalaistów zajęło około roku też nie
można uznać za kilka popołudniowych, angielskich herbatek .
Dość, że 16, 22 bądź 26 maja 1998
roku Bear Grylls stał się najmłodszym brytyjskim zdobywcą Mount Everestu, góry
mierzącej 8848 m n. p. m. Później stwierdził: „Nie zdobyłem Mount Everestu. To Everest
pozwolił mi wczołgać się na szczyt i pozostać na nim kilka minut”. Oto, jak
góra zmienia człowieka.
Streszczając się, serdecznie
polecam „Pokonać Everest…” wszystkim, nawet tym, co od małych chociaż
wzniesień, delikatnie ujmując, stronią. To opowieść o życiu i o zmaganiu się z
własnymi słabościami. Sama nie byłam pewna, czy książka Bear’a Gryllsa
dostarczy mi pozytywnych literackich wrażeń, ale teraz mogę tylko powtórzyć, że
to książka naprawdę godna ciepłego miejsca na półce.
Moja ocena: 9/10. Można
powiedzieć, że jak dotąd biorę się za samą dobrą literaturę.
W 2007 roku Bear Grylls jako
pierwszy przeleciał motolotnią nad Mount Everestem.
Czy ten człowiek nie
ma ograniczeń?!
Wow, czytalas co prawda u mnie tą książkę, ale nie wiedziałam, ze jest aż taka ciekawa. Chyba będę musiala sama po nią sięgnąć ;D
OdpowiedzUsuńPewnie, dość się nachwaliłam;)A jak "Pamiętnik narkomanki"?
OdpowiedzUsuńZostawiłam sobie na rok szkolny, na razie mam jeszcze jedną recenzencką zaległość, więc się za to wzięłam ;)
UsuńOooo.. nie sądziłam, ze ta książka może być tak interesująca, chętnie sięgnę też ^^
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam te książkę zaraz po premierze. Jest niesamowita, zresztą jak wszystkie książki Beara. :)
OdpowiedzUsuń